Zdaniem Szczęśniaka: Klimatyczny bilans
To już 10 lat od Porozumienia Paryskiego, które było próbą narzucenia światu redukcji emisji CO2. Dzisiaj ogłasza się jego sukces, polegający na „spowolnieniu wzrostu” emisji. Jednak wygląda to na żonglerkę liczbami, gdyż to pandemia Covid w 2020 roku spowodowała to „spowolnienie”, a poza tym świat co roku emituje coraz więcej dwutlenku węgla.

Jego globalne emisje, pochodzące z energii, znowu w ostatnim roku wzrosły o 0,8%. Poziom koncentracji CO2 w atmosferze podniósł się o 3 ppm do 422 ppm (milionowych części). Wzrosły emisje z węgla (o 0,9%), a jeszcze szybciej z gazu ziemnego (o 2,5%). Teraz ten „przejściowy surowiec” staje się liderem wzrostu emisji.
Jeśli jednak przyjrzeć się głębiej tym wskaźnikom, rysuje się niewesoły, szczególnie dla Europy, obraz. Znajduje się ona po tej ujemnej stronie równania globalnego, szybko zmniejszając emisje i płacąc wysoką cenę za coraz droższą energię. Po tejże stronie równania są Stany Zjednoczone, które jednak spadek emisji osiągnęły dzięki zastąpieniu węgla gazem – źródłem tańszym i czystszym.
Z drugiej strony tego globalnego równania znajdują się rosnące azjatyckie potęgi gospodarcze, które emitują coraz więcej CO2. Bilans nie wychodzi nawet na zero, ale koszty i straty odkładają się po stronie Zachodu, a Azja buduje potencjał gospodarczy w oparciu o wszystkie źródła energii, a szczególnie – węgiel.
Ale to nie tylko od Porozumienia Paryskiego tak się dzieje. Mamy już ponad 30 lat walki z emisjami dwutlenku węgla i wyniki nie są oszałamiające - od 1990 roku emisje powiązane z energią wciąż rosną. Szczególnie deprymujące jest ostatnie pięć lat. Statystyki pokazują, że liderem wzrostu są… oczywiście Chiny. Zwiększyły one emisje o 1282 miliony ton. Za Chinami podążają Indie, które zwiększyły emisje o 536 mln ton. Dalej plasują się Indonezja, Iran i Rosja.
W tym okresie EU ograniczyła emisje o 459 mln ton. To największa część z 743 mld ton, o które „zaoszczędziła” czy raczej „zwinęła się” reszta świata. Tak więc Chiny dodały do swoich emisji prawie trzy razy tyle, ile EU wielkimi nakładami środków przez te lata oszczędziła. Chińskie emisje każdego roku rosły szybciej niż emituje Polska i doszły do 30 procent udziału w globalnych emisjach.
Paradoks prawda? Żaden paradoks – Chiny tylko w ubiegłym roku wydały pozwolenia na budowę elektrowni węglowych o mocy 67 gigawatów. Ktoś pamięta, ile mocy węglowych ma Polska? Prawie 28 GW, więc Chiny w ciągu jednego roku dodają ponad dwa razy więcej niż moce polskie. Czemu więc się dziwić?
Chiny oczywiście szokują liczbami bezwzględnymi, gdyż mają ogromną ilość mieszkańców (1,4 miliarda) i drugą po USA gospodarkę. Jednak dzisiaj ich względny wzrost emisyjności już nie szokuje (a nawet jest powodem do dumy piewców klimatycznego Porozumienia Paryskiego). Za to inne rozwijające się niezwykle szybko gospodarki azjatyckie już tak. Indonezja zwiększyła emisja o prawie 35%, Uzbekistan niewiele mniej, a Indie ponad 20%.
Na Zachodzie ukuto nawet pojęcie „dirty dozen”, czyli „brudny tuzin”, co jest oczywiście nieuczciwym epitetem, gdyż są to najdynamiczniej rozwijające się gospodarki świata. To dwanaście państw, które ścigają gospodarczo Zachód. W ich skład wchodzą oprócz Chin także Indie, Indonezja, Rosja, Iran, Wietnam, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Malezja, Turcja, Uzbekistan, Filipiny i Bangladesz. Te kraje są liderami wzrostu emisji od pięciu lat, ale ten trend trwa już od dekady.
W ubiegłym roku „parszywa dwunastka” znacząco prześcigała resztę świata, emitując 19 miliardów ton CO2, (to 54% światowych emisji), gdy reszta świata – jedynie 16 mld. A przecież ponad 30 lat temu te państwa produkowały zaledwie jedną trzecią globalnych emisji. Ta grupa szybko rozwijających się gospodarek za nic ma sobie nawoływania do ograniczania zużycia energii, wprowadzania odnawialnych źródeł i innych klimatycznych dogmatów. Pomimo tego, że pod naciskiem Zachodu stawiała panele i wiatraki, to jednak rosnące szybko potrzeby energetyczne zaspokaja po pierwsze węglem oraz gazem.
Wśród haseł w rodzaju „Ziemia płonie!”, wznoszonych nawet w ONZ, i straszenia koniecznością podjęcia natychmiastowej akcji, choć ponoć „najgorszego się już nie da uniknąć” (oficjalne stanowisko ONZ!) globalne emisje CO2 spokojnie rosną. A podział kosztów i zysków powinien dawać do myślenia. Donald Trump twierdzi, że „globalne ocieplenie to największy przekręt w historii” i że „w krajach, które postępowały według klimatycznych reguł, fabryki zostały zniszczone przez kraje, które nie stosowały się do reguł”. Unia Europejska zaś samotnie już lideruje w wysiłkach o ich realizację.






