Partner serwisu
Tylko u nas
28 sierpnia 2025

Zdaniem Szczęśniaka: Wiatr zawetowany

Kategoria: Aktualności

Prezydent nałożył weto na ustawę wiatrakową. W starciu interesów między mieszkańcami a branżą wiatrową - wprost zadeklarował: „staję po stronie społecznej”. Branża przegrała bitwę o najcenniejszy dla niej zasób.

Zdaniem Szczęśniaka: Wiatr zawetowany

Patrząc ze społeczno-politycznego punktu widzenia ta decyzja jest wyrazem konfliktu interesów między wielkimi miastami a prowincją i ich reprezentacjami politycznymi. Społeczności wielkomiejskie nie odczuwają przecież uciążliwości tego źródła energii, potrzebującego ogromnych terenów dla funkcjonowania. Tym problemem obciążana jest wieś. I to nie tylko polska, przykładem niech będą Niderlandy i Amsterdam, planujący (w ramach ratowania planety przed usmażeniem się) dostarczyć zieloną energię 200 tysiącom mieszkańców. Jednak holenderska prowincja, której to ratowanie Ziemi ma migać przed oczami i hałasować do końca życia, zablokowała budowę farm wiatrowych. Oburzona stolica Niderlandów podała gminy do sądu.

Niesymetryczne rozłożenie korzyści i obciążeń powoduje, że społeczności wiejskie się bronią. W opolskich Głubczycach, w pierwszym w Polsce referendum gminnym ponad 80 procent głosowało przeciwko budowie farm wiatrowych. Frekwencja była zbyt niska (25%), żeby wyniki wiązały prawnie władze gminy, ale zdecydowany sprzeciw mieszkańców ostudził zapędy do stawiania potężnych instalacji pod oknami wyborców. Demokracja czasami działa, ale społeczeństwo musi aktywne i walczyć o swoje prawa, a z tym w Polsce słabo raczej.

Branża wiatrowa za to ma problem, i to strategiczny. Brak terenów. Kluczowym problemem energii wiatrowej jest niezwykle niska efektywność energetyczna w relacji do zajmowanej przez nią powierzchni. Porównując bowiem zapotrzebowanie na teren dla wytworzenia jednostki energii, widać że wiatr potrzebuje wielokrotnie więcej powierzchni niż inne źródła. Dla wytworzenia jednej megawatogodziny energii elektrycznej elektrownia jądrowa potrzebuje 0,3 m2 , gazowa jeden metr, a wiatrowa – około stu metrów kwadratowych. To wręcz pięta achillesowa tej branży.

Próbuje się łagodzić tę słabość, twierdząc że tereny między betonowymi wieżami, na których zainstalowane są turbiny, można jakoś wykorzystać. Oczywiście, ale do bardzo ograniczonych zastosowań. Bo wygląda to pięknie tylko na podretuszowanych zdjęciach, ale hałas przy takiej wieży jest nie do zniesienia. Próbowaliście kiedyś podejść blisko do takiego wiatraka, jak się kręci? Nie? To spróbujcie.

To są uwarunkowania techniczne, ale jeśli przyjrzeć się oddziaływaniu na otoczenie, to ta sama farma wiatrowa jeszcze na odległość setek metrów, kilometrów wręcz, oddziałuje na okolicznych mieszkańców. I jest ogromnym obciążeniem dla gęsto zaludnionych regionów. Przede wszystkim przez dokuczliwy hałas, ale także i migotanie kręcących się łopat turbin wiatrowych. Już nie mówiąc o zniszczeniu krajobrazu.

Nie chodzi jednak tylko o terytorium, potrzebne do postawienia farmy. Istotą rzeczy jest to, jak blisko może ona podejść do siedzib ludzkich. I Polska nie jest tu jakimś wyjątkiem. W czasie ustanawiania zasady 10H wzorowano się na Bawarii. W USA, tym wzorcu „bezdusznego kapitalizmu”, przeciętna minimalna odległość od siedzib ludzkich wynosi 800-1000 metrów. W Unii Europejskiej, która jest prymusem w klimatycznej klasie, standardy ochrony społeczeństwa przed wiatrakową agresją są znacznie niższe (między 400 a 800 metrów). W Danii, tam gdzie ten przemysł się narodził i do tej pory zbiera owoce swej pionierskiej roli, obowiązuje zasada 4H, czyli 4-krotna wysokość wiatraka to minimalna odległość od zabudowań (czyli 600 do 800 metrów, więc coś na podobieństwo 700 metrów, obowiązujących dzisiaj w Polsce). Jeśli wiatrak jest bliżej niż 6H, właściciel może domagać się rekompensaty za utratę wartości domostwa. W Niderlandach funkcjonują ograniczenia hałasów niskiej częstotliwości (10-160 Hz), które nie mogą  przekraczać w domostwie 20 dB. W Polsce hałas nie jest przeszkodą przy stawianiu farm wiatrowych.

Czyli wszędzie tam, gdzie następuje ekspansja wiatrowej energii wypracowuje się pewną równowagę między interesami branży, inwestorów a prawami mieszkańców. Jednak, w Stanach Zjednoczonych nie ma jednak problemów z terytorium – jest ogromne i w większości puste. Średnia gęstość zaludnienia to 38 osób na km2, gdy w Europie – 106 osób. W Polsce ta gęstość jest większa (122 osoby), a dodatkowo mamy problem niskiej urbanizacji naszego kraju. W miastach mieszka u nas zaledwie 60% ludności, jesteśmy narodem wiejskim, nie ciągnącym do miasta. W USA ten wskaźnik wynosi 83%, a w Niemczech 85%, w Danii – nawet 88%. To dodatkowo zacieśnia przestrzeń dla ekspansji tej „terenożerczej” branży.

Rzeczywiście, pan Prezydent stanął po stronie „społeczności”, a nie jakichś tam „lobbystów”. Choć to wcale nie takie proste. O czym za tydzień…

fot. 123rf
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ