Zdaniem Szczęśniaka: Polski offshore już widać
Już są! Widać już pierwsze wiatraki na polskim Bałtyku. Jeszcze niedawno zauważyć można było tylko szczątkowe oznaki przyszłej obecności – pierwsze wystające z morza potężne betonowe monopale. Stawiane były od stycznia, wymagały głębokich odwiertów fundamentowych. Na nich zamontowano wieże i turbiny wiatrowej. Niedługo, już w przyszłym roku, po podłączeniu kabli morskich, będziemy mogli zyskać pierwszy „prąd od morza”.

Pierwsze wieże postawione przez Orlen i Northland Energy (projekt Baltic Power) przekraczają 120 metrów wysokości, zaś całkowita wysokość wraz z fundamentami dochodzi do 250 metrów. Gondole mają wielkość trzy poziomowego domu, a łopaty mierzą 115 metrów. Kolosy!
Aby je postawić, na Bałtyku pracował statek stawiający wieżę (stalową konstrukcję) oraz instalujący gondolę z wirnikiem i potężnymi łopatami. Każdy z tych elementów waży kilkaset ton (stalowa wieża nawet do 700 ton), więc statek musi być potężny. Jego wysokość nad morzem dochodzi do 200 metrów (coś jak Pałac Kultury i Nauki - 237 m). A i pod wodą ma ogromne „łapy”, którymi opiera się o dno.
Więc możemy z brzegu podziwiać lub patrzeć z niesmakiem na pierwszy polski (uwaga: polski czy tylko na polskim morzu – to pytanie na kolejny odcinek o MEW) wiatrak na morzu. Najbliższe z nich będą stały o 23 kilometry od brzegu (Baltic Power Orlenu i Northland Power) czy 25 km (PGE Baltica). Będzie więc je widać z bałtyckich plaż pomimo wcześniejszych zapewnień, że będą „praktycznie niewidoczne” :). To nie jest piękny widok, wysokie turbiny zmienią krajobraz, a polski Bałtyk i tak przegrywa konkurencję z cieplejszymi morzami, więc to będzie czynnik zniechęcający turystów do odwiedzania naszych pięknych, piaszczystych plaż.
Gdy w odległości 26 km od litewskiej miejscowości wypoczynkowej Połąga budowano farmy wiatrowe, tamtejsze władze zażądały zapewnień, że nie będzie ich widać z brzegu i nie będą straszyć turystów. Raport rządowy potwierdził, że będą dobrze widoczne z brzegu, a dopiero odległość 32 kilometry czyni ja prawie (podkreślmy: prawie) niewidocznymi. W Polsce najbliższe stoją 23 kilometry od plaż, więc widać je będzie jak na dłoni. A wiadomo, walory naturalnego krajobrazu są niszczone przez industrialne pionowe konstrukcje techniczne farm wiatrowych, nadając mu zurbanizowany, przemysłowy charakter, który już nie cieszy naszych oczu. Na szczęście słychać ich nie będzie, bo tylko do dwóch kilometrów słychać ten mocny i bardzo nieprzyjemny dźwięk. Tę nieprzyjemność pozostawimy morskiej faunie Bałtyku.
Wiatraki nie będą jedynie niemiłe naszym estetycznym wrażeniom turystycznym. Na Bałtyku pojawią się zupełnie nowe przeszkody dla żeglugi. Które obniżają znacząco (nawet o 30%) prędkość wiatru i prądów morskich, tworząc obszary turbulencji. Trudno je przewidzieć, a także ominąć, gdyż zależą od kierunku wiatru.
Po drugie zmniejszy się bezpieczeństwo żeglugi po Bałtyku. Na drodze statków wyrasta las. Tak, las betonowych słupów, o które można uderzyć, które mogą zniszczyć statek, które też mogą być zniszczone przez statek. Zagrożenie jest niewielkie, wręcz mikroskopijne, przy dobrych warunkach pogodowych, ale wzrasta znacząco przy złej pogodzie. A taka na morzu panuje przez większość czasu. I takie zdarzenia już mają miejsce, od wywrócenia statku po całkowite zniszczenie turbiny po zderzeniu z nią. Żeby daleko nie szukać, w kwietniu 2023 r. statek PETRA L płynąc ze Szczecina, z szybkością 9 węzłów nocą uderzył w niemiecką turbinę na farmie Gode Wind 1 i zniszczył ją. Powód bardzo prosty – ktoś, kto miał czuwać – zasnął. Oprócz wież wiatraków, na morzu są także podstacje energetyczne.
Zdarzają się także wypadki statków obsługujących wieże na morzu. Czy to przewożących załogę, czy instalujących oprzyrządowanie. Jeden z takich statków po prostu upuścił łopaty wiatraka do morza, a ważyły 3 tony. Już nie mówiąc o dryfujących statkach. Czyli generalnie zagrożenia dla żeglugi morskiej rosną. Na ile znacząco? Dzisiaj nie wiemy, ale gdy te lasy na morzu już wyrosną, wtedy będziemy mądrzejsi o doświadczenie.
Już niedługo o innych aspektach polskiego offshore…
P.S.
Po rocznej przerwie wróciłem do tematu Morskiej Energetyki Wiatrowej (krótko: offshore). Poprzedni cykl sześciu artykułów zakończyłem tekstem „Turbiny dla Polski - chińskie czy europejskie?”, gdzie można znaleźć spis z linkami do całej serii.





