Partner serwisu
05 listopada 2018

Zdaniem Szczęśniaka: I znowu naftowe sankcje

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Zarówno Orlen jak i PGNiG poinformowały ostatnio o tym, że kończą swoje kontakty handlowe i plany inwestycyjne związane z Iranem. I jest to ruch właściwy, wręcz podręcznikowy, nie dla nas bowiem ta liga. Tutaj grają znacznie więksi gracze. Dla kogoś, kto czyta KierunekChemia.pl, to sprawa dość oczywista. A opowieści na różnych "eksperckich" portalach, jaką to mieliśmy zrobić furorę na irańskim rynku, można zbyć jedynie wzruszeniem ramion... Przyszła bowiem chwila, gdy żarty się skończyły, a zaczęły się schody.

Zdaniem Szczęśniaka: I znowu naftowe sankcje

A na szczycie schodów pojawił się Donald Trump i jak "kapitan Ameryka" zapowiedział Iranowi Armageddon. Ogłosił na Twitterze umieszczając napis "Sankcje nadchodzą" na tle swojego zdjęcia, wykorzystując popularność kultowej "Gry o tron".

Ale Twitter to jedynie wisienka na torcie. Jak się realnie robi takie operacje? Bardzo prosto. Ameryka od ćwierć wieku nie handluje z Iranem, a już na pewno ropą naftową. Aby więc sankcje odniosły jakikolwiek skutek, trzeba przekonać inne kraje do zaprzestania zakupów irańskiej ropy. Jak? Dając prosty, zero-jedynkowy wybór: robisz interesy z Iranem czy z nami? I nałożyć na nie sankcje - na państwa, przedsiębiorstwa, banki, które odważyłyby się po 5 listopada kupować irańską ropę. Niezależnie - sojusznik czy wróg - musi się liczyć z tym, że zostanie odcięty od dolara i dostępu do amerykańskiego rynku. Więc albo chcesz zostać odcięty od krwiobiegu gospodarki światowej, albo... zrywasz wszelkie kontakty z Iranem, jak z zadżumionym.

Klasyczna struktura - jest kij, jest i marchewka - wystarczy porównać benefity, jakie może dać amerykański rynek wobec irańskiego. To kropla w morzu, 40-krotnie mniejszy rynek - 430 miliardów dolarów (mniej niż PKB Polski) wobec 18 bilionów amerykańskiej gospodarki. A poza tym wszyscy przecież wiedzą, jak zabójczy może być cios na szczękę największego nawet biznesu. Patrick Pouyanné, szef francuskiego giganta paliwowego Total, powiedział że "nawet myśl o zamrożeniu aktywów w amerykańskim banku, to zbyt wysoka cena". A jeden z menedżerów naftowych anonimowo szepnął Financial Times: to byłoby samobójstwo, "nikt zdrowy na umyśle nie weźmie na siebie ryzyka podpadnięcia pod amerykańskie sankcje".

Mechanizm jest prosty i zrozumiały, a przedstawiający tę ofertę nie od odrzucenia - przekonująco silny, więc sankcje zadziałały zanim jeszcze formalnie weszły w życie 5 listopada. Eksport irańskiej ropy spadł o ponad 1/4 - o 700 tysięcy baryłek dziennie z 2,7 miliona eksportu w maju, gdy zapowiedziano sankcje. Amerykanie dążą do pełnego zwycięstwa i mówią twardo: "obniżymy eksport irańskiej ropy do zera"... No może nie 5 listopada, ale...

Donaldowi sprzyja też rynek (czytaj: inwestorzy finansowi), na którym zamiast dramatycznych wzrostów cen, zapowiadanych przez ekspertów, mamy spadki cen ropy aż o 12 procent od początku października. Dlaczego? Takie globalne operacje zabezpiecza jak zawsze skutecznie Arabia Saudyjska. Sam następca tronu poinformował media, że za każdą baryłkę ropy, którą przestanie eksportować Iran, Rijad dostarczy na rynek dwie baryłki. I to działa, i pomaga prezydentowi Trumpowi przekonać świat, że można odciąć Iran od światowego rynku i nie spowodować katastrofy cenowej.

A przy tym i cudownie obniżyć ceny benzyny przed wyborami w USA... Ale takie wyborcze cuda to i u nas przecież całkiem niedawno się objawiły... Same cuda na tym świecie.

fot. 123rf.com/fot. ilustracyjne
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ