Partner serwisu
25 października 2018

Zdaniem Szczęśniaka: Dlaczego topimy kopalnie?

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

W poprzednim odcinku pisałem o bajkach o "utopieniu" importu rosyjskiego węgla, gdy tymczasem jego import szybko rośnie. Jednocześnie na naszych oczach widać jak "topi się" polskie górnictwo węgla kamiennego. Widzą ci, którzy są blisko, bo opinia publiczna jest przekonywana, że tak powinno być, że to dobrze... w tonie uspokajającym, łagodzącym napięcia, aksamitnie perorującym.

Zdaniem Szczęśniaka: Dlaczego topimy kopalnie?

No dobrze, ale dlaczego ci, którzy wiedzą jak jest, zachowują się tak nieracjonalnie? Dlaczego nie bronią tego, co jest polskie, co dostarcza najtańszego źródła energii?

Dlatego że siłą sprawczą znikania tego sektora z polskiej gospodarki jest po prostu Unia Europejska. Tam narodziła się polityka klimatyczna, połączona z nią polityka energetyczna, które doprowadzają do wszystkich zjawisk, usuwających węgiel z polskiego krajobrazu gospodarczego. I to przecież Unia Europejska decyduje, które kopalnie będą w Polsce działały, a jakie należy zamknąć. I postanowiła o tym w decyzji z 18 listopada 2016 r. (SA.41161), która nosiła nazwę "o likwidacji kopalń", a podstawowy cel zdefiniowano jako "pomoc w zamknięciu" (closure aid). U nas po prostu ten fakt ukryto - zmieniono nazwę na „program pomocowy dla górnictwa”. I co zadziwiające, wolne i niezależne media nie wychwyciły tej grubej manipulacji, wszystkie jednym głosem przekonywały, że tak jest najlepiej, wyszydzając górników, którzy przez swoje "wysokie zarobki" doprowadzili do tego, że "z kieszeni podatników" dopłacamy do "nieefektywnego górnictwa".

Unia bowiem chętnie zgadza się, by państwa członkowskie ze swoich budżetów płaciły za zamykanie kopalń. Podstawą takiej polityki była decyzja Rady Europy nr 2010/787/EU „o pomocy państwa w zamykaniu niekonkurencyjnych kopalń”. Tam ustalono, że dla rozwoju gospodarki niskoemisyjnej, państwo może dopłacać do kopalń, pod warunkiem że zaprzestaną wydobycia do końca 2018 r. Czyli mogą "pozamiatać po górnictwie". Przyjęliśmy wtedy tę decyzję bez mrugnięcia okiem, więc potem w listopadzie 2016 r. Bruksela łaskawie pozwoliła nam wysupłać z polskiego budżetu pieniądze "pomoc na zamknięcie kopalń" w Polsce. A ostatnio - w lutym 2018 r. - jeszcze bardziej hojna decyzja - możemy dołożyć do ich zamykania kolejne 5 miliardów. Warunek jest jeden - zakłady przestaną produkować. Czyli realnie rzecz biorąc państwo pokrywa koszty likwidacji polskiego górnictwa. Węglowy Kuwejt Europy przestanie konkurować z energią odnawialną.

Rzeczywiście, robi się trochę gorzko w ustach, gdy słyszy się wciąż puste deklaracje, a rzeczywistość skrzeczy. I nic nie pomogą tu opowieści o "restrukturyzacji" sektora, ukrywanie likwidacji kolejnych kopalń pod "przekazywaniem" ich do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK). To przekazywanie to przecież likwidacja, zamykanie kolejnych zakładów lub ich części. Oczywiście pod naporem rzeczywistości, która jeszcze gdzieś tam skrzeczy w odległych od Brukseli rejonach, stosuje się jakieś sztuczki, triki opóźniające ten proces. W stolicy Unii przecież można powiedzieć: "tak, zamkniemy", no ale jak to powiedzieć tym ludziom tutaj, na miejscu? Oni pytają, dlaczego odbieracie nam pracę, dlaczego zamykacie polskie zakłady? No to trzeba udawać, że niby zamykamy, bo "wicie rozumicie"... "musimy, w Brukseli kazali (kiedyś takie instrukcje przywożono z Moskwy)", ale robimy wszystko, żeby jeszcze trochę podziałały.

Nic więc dziwnego, że gdy zamyka się własne kopalnie, jak się nie ma własnego węgla, to trzeba go kupować za granicą. Zamiast zarabiać na eksporcie, trzeba płacić za import. Zamiast utrzymywać własne miejsca pracy - sponsorować kopalnie rosyjskie czy też amerykańskie, kolumbijskie, a nawet australijskie. Tylko po co nam tak ściemniać?

fot. 123rf.com
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ