Partner serwisu
06 lipca 2018

Start-upy dostarczą nam LNG?

Kategoria: Aktualności

PGNiG podpisało porozumienia z Venture Global LNG i PortArthur LNG na 20-letnie dostawy blisko 5,5 mld m3 (ok. 30% dzisiejszych potrzeb Polski). Co charakteryzuje te spółki? To takie LNG-start-upy. Partnerzy PGNiG są na początku długiej drogi do eksportu skroplonego gazu. Przyjrzyjmy się animatorom tych projektów.

Start-upy dostarczą nam LNG?

Venture Global LNG eksport przewiduje pod koniec 2022 roku. Pierwsza z inwestycji to Calcasieu Pass w Parafii Cameron, w stanie Luizjana. Ma produkować 12 milionów ton LNG rocznie, lecz aby to osiągnąć, musi doprowadzić 38 kilometrów 42-calowego rurociągu. Drugi projekt tej startującej firmy to Plaquemines LNG, w pobliżu Nowego Orleanu, w parafii Plaquemines.

Projekty jednak nie posiadają jeszcze zgody Departamentu Energii (DOE – odpowiednik Ministerstwa Energii) na eksport do krajów, które nie podpisały FTA. Dopiero w przyszłym roku firma ma ją otrzymać i wtedy podejmie ostateczną decyzję inwestycyjną (FID). Kraje, które nie mają ze Stanami Zjednoczonymi porozumienia o wolnym handlu objęte są bardzo restrykcyjnymi regulacjami, a ani Unia Europejska, ani Polska nie posiadają takiego. Administracja szczegółowo analizuje, czy sprzedaż gazu za granicę leży „w interesie publicznym”, a nawet po wydaniu pozwolenia zastrzega sobie prawo wykluczenia kraju, który zostanie objęty sankcjami.

Komisja Regulacji Energetycznej – FERC (odpowiednik polskiego URE) – dopiero z inwestorem uzgadnia warunki pozwolenia na budowę. Proces dopuszczeń do inwestycji jest daleki od wyobrażeń o „wolnym rynku” i „swobodzie działalności gospodarczej”. Oprócz tych dwóch kluczowych instytucji federalnych, jest jeszcze do pokonania biurokracja (Amerykanie nazywają to „red tape”) – dopuszczenie musi wydać Straż Wybrzeża (U.S. Coast Guard), Departament Transportu, Amerykański Wojskowy Korpus Inżynierów, a poza tym – instytucje stanowe do spraw środowiska, zasobów naturalnych i wiele innych. Więc formalności związane z budową, można powiedzieć, że są jeszcze „w lesie”.

Tak więc mamy jednocześnie aż dwie inwestycje początkującego w branży przedsięwzięcia („venture”). Jednak projekt jest na tyle atrakcyjny, że spółce Global Ventrure LNG udało się na swoje plany zebrać od prywatnych inwestorów prawie pół miliarda dolarów i zawrzeć już wstępne umowy na sprzedaż, z potentatami takimi jak Shell, włosko-francuski Edison czy portugalski Galp, na 5 milionów ton gazu rocznie. Jest też w strategicznym aliansie z tuzami amerykańskiego przemysłu, jak Baker Hughes, który obecnie należy do General Electric.

Przyjrzyjmy się drugiemu projektowi. Sempra LNG & Midstream to nowe przedsięwzięcie znaczącej w branży usług energetycznych firmy Sempra Energy, zatrudniającej 16 tysięcy pracowników i generującej obroty rzędu 11 miliardów dolarów. Przez Fortune jest klasyfikowana wśród 500 największych firm. Spółka prowadzi aż trzy nowe projekty eksportowe LNG. Jeden z nich – teksański projekt w Port Arthur, szacowany na 8-9 miliardów dolarów, i mający produkować 13,5 miliona ton LNG rocznie, także jest w powijakach. Decyzja dotycząca aplikacji rozpatrywanej w FERC ma być podjęta dopiero w przyszłym roku.

Czy jednak zapadnie? Tego samego dnia, gdy PGNiG podpisywało umowę, Peter Coleman, szef największego australijskiego niezależnego koncernu naftowo-gazowego Woodside, mającego objąć połowę akcji, ogłosił, że zamierza się wycofać z projektu Port Arthur. Coleman stwierdził, że perspektywy zwrotu z inwestycji są „bardzo zagrożone”. Szefowie Sempry, zajęci podpisywaniem umów z PGNiG, musieli być poważnie zaskoczeni, gdyż nie odbierali nawet telefonów od dziennikarzy. Tak więc projekt wyglądający na zaawansowany – nagle został bez kluczowego inwestora. Nie musi upaść, ale jego perspektywy są mniej obiecujące.

Przeżywająca boom inwestycyjny Luizjana, oprócz wielkich projektów chemicznych i energetycznych, to także cmentarzysko pomysłów. Na brzegach kanału Calcasieu, inwestycje na 11 miliardów dolarów zapowiadała spółka G2, która jednak od trzech lat nie daje znaku życia. Niedaleko znajduje się Lake Charles LNG, terminal odbiorczy, który stoi pusty, a inwestorzy myślą o budowie terminalu eksportowego. W lutym południowoafrykański Sasol oznajmił o rezygnacji z inwestycji w przerób gazu na paliwa (GTL), o której pisałem na łamach KierunekChemia.pl (patrz: TUTAJ).

Warto pamiętać, że na początku XXI wieku wybudowano w Stanach aż 12 terminali odbiorczych LNG, które teraz stoją puste. Wielomiliardowe inwestycje okazały się chybione. Przerabiane są na terminale eksportowe, dzięki czemu inwestycje są trochę mniej kosztowne („brown field”). Jako pierwszy wystartował terminal Sabine Pass firmy Cheniere, z którego otrzymaliśmy rok temu pierwszą amerykańską dostawę. Dzisiaj już nie ma premii za pierwszeństwo, a po decyzjach amerykańskiej Rezerwy Federalnej zasoby prawie bezpłatnego amerykańskiego kapitału są coraz trudniej dostępne.

Ilość projektów, które upadają w Stanach Zjednoczonych w czasie realizacji jest ogromna. Z powodu łatwości zmobilizowania prywatnych inwestorów (warto zaznaczyć, że w USA na giełdach jest zgromadzona połowa globalnego kapitału) wiele projektów startuje, jednak niewiele dociera do szczęśliwego końca. Czy nowi dostawcy PGNiG dostarczą nam gaz z Ameryki, zobaczymy.

fot. 123.rf/zdjęcie ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ