Partner serwisu
11 stycznia 2018

Zdaniem Szczęśniaka: Biopaliwa, czyli chronimy miejsca pracy

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Biopaliwa to znaczący segment gospodarki, tworzący lokalne miejsca pracy, zmniejszający import ropy, korzystny więc dla bilansu handlowego kraju. W latach 70-tych pojawiły się w USA, które po szoku naftowym chciały zastąpić importowaną ropę krajowymi produktami, chroniąc się przed odcięciem dostaw. Za Ameryką poszły inne kraje, mając te same problemy, więc wprowadzenie nowego produktu odbywało się poprzez bezpośrednie dopłaty, ulgi podatkowe czy też przymus ich stosowania.

Zdaniem Szczęśniaka: Biopaliwa, czyli chronimy miejsca pracy

Jednak mamy globalny rynek, towary krążą między gospodarkami, nawet w sztucznie wykreowanych „zastępczych produktach”. Nieuchronnie więc nadchodzi moment, gdy pojawia się zagraniczna konkurencja, posiadająca lepsze warunki. Ot, choćby Brazylia z jej klimatem, nasłonecznieniem, opadami deszczu i wydajnością z hektara trzciny cukrowej rzędu 6,4 tysiąca litrów etanolu, gdy z amerykańskiej kukurydzy uzyskuje się zaledwie 3 tysiące litrów. Podobnie Argentyna ze swoim biodieslem z soi, znacznie bardziej produktywnej niż europejski rzepak. Wtedy o miejsca pracy i korzyści gospodarcze trzeba powalczyć ostrzej, dlatego wybuchają wojny handlowe, których sporo mamy w tej branży.

W 2009 roku producenci biodiesla w Europie zaczęli tracić grunt od nogami. Nowi dostawcy z Argentyny i Indonezji wyeksportowali 2,5 miliona ton biodiesla, zajmując prawie 20% rynku. A że jest to branża dająca 200 tysięcy miejsc pracy, zainterweniowali w Komisji Europejskiej i ta w 2013 r. nałożyła cła antydumpingowe na import estrów z oleju sojowego z Argentyny i palmowego z Indonezji. Powód? Podatki eksportowe niższe na produkty przetworzone – estry, niż na surowe płody rolne. Uzasadnienie? Obrona europejskich miejsc pracy. Ale każdy walczy o swoje, więc oba kraje złożyły skargi do arbitrażu Światowej Organizacji Handlu (WTO). I ten niedawno rozstrzygnął spór na korzyść Argentyny (sprawa Indonezji wciąż jest rozpatrywana), więc Europa musiała się dostosować do decyzji prawników z Waszyngtonu i we wrześniu 2017 r. obniżyła cła anty-dumpingowe wobec Argentyny z 22-25,7 procent do 4,5-8,1%.

Wcześniej Europa zaczęła się bronić przed amerykańskim biodieslem. W 2009 r. nałożyła na 5 lat wysokie cła antydumpingowe, na takich gigantów amerykańskiego rolnictwa (a więc i biopaliw) jak Archer Daniels Midland czy Cargill, którym zablokowano interes wart miliard dolarów rocznie. Pretekst był oczywisty – rząd Stanów dopłacał farmerom dolara do każdego galonu (ok. jednego złotego na litr). Napływ dotowanego produktu ustał natychmiast, krajowi rolnicy i wytwórcy zostali obronieni, więc dla utrzymania tego błogostanu w 2015 r. Komisja przedłużyła sankcje na kolejne 5 lat – do 2020 r.

W 2013 r. Europa kontynuowała obronę swoich przedsiębiorstw, tym razem przed amerykańskim etanolem, który gwałtownie zaczął zdobywać europejski rynek, szybko osiągnąwszy 16% w 2011 r. Nałożono 5-letnie cła z powodu dumpingu, ale że mamy rządy prawa i nie można ot, tak po prostu chronić miejsc pracy, sprawą zajął się Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Orzekł on w lipcu 2016 r., że cła są bezprawne, więc Komisja Europejska z kolei odwołała się od tej decyzji. I trwa to już 5 lat, gdy mimo sądowych spraw – ochroni się producentów europejskiego etanolu przed biopaliwową potęgą.

Ostatnio mamy kolejną próbę ochrony rolników i producentów, tym razem ze strony Ameryki pod rządami Donalda Trumpa. W 2017 r. Waszyngton ogłosił, że nakłada cła wysokości ponad 70 procent na biodiesel z argentyńskiej soi oraz trochę niższe na ten produkt z oleju palmowego z Indonezji. To cła z powodu subsydiów (tak się obecnie określa na potrzeby opinii publicznej politykę podatkową i przemysłową konkurencyjnego państwa). Inne cła nałożono na te same produkty z powodu dumpingu (tak z kolei określa się przewagi konkurencyjne, o których pisałem wyżej).

Wysokie, praktycznie zaporowe, cła boleśnie uderzyły w Argentyńczyków (jak wcześniej chińskich producentów aluminium), więc zapowiedzieli skargę do WTO. Czekamy, jak orzekną prawnicy w Waszyngtonie, którzy w sporze z Europą przyznali rację południowoamerykańskim plantatorom.

Tak to jest. Wolny rynek wolnym rynkiem, reguły WTO regułami, a jak przychodzi do interesów, to każdy broni swoich, wykorzystując narzędzia, które ma do dyspozycji. Nawet gdy prowadzi to do spraw w sądach, arbitraży, innych nieprzyjemności. Przecież to nic wielkiego, co najwyżej za kilka lat trzeba będzie zdjąć cła, a przez ten czas się można spokojnie pracować.

fot. 123rf.com
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ