Partner serwisu
05 stycznia 2018

Zdaniem Szczęśniaka: Europejska węglowa spirala śmierci

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Zacznijmy rok od spraw węgla, będzie to bowiem ważny okres dla tego surowca, tak w Polsce, gdzie na żądanie Unii trzeba zamknąć kilka kopalń, ale też w Europie, gdzie węgiel, a za nim i tradycyjna energetyka przeżywa krytyczne momenty.

Zdaniem Szczęśniaka: Europejska węglowa spirala śmierci

Węgiel w Europie jest w okresie schyłku. Czasy świetności - lata 50-te i 60-te ma już dawno za sobą. Z prostego powodu – tylko niektóre regiony mają jego zasoby, głównie Europa środkowa, na zachodzie kontynentu węgiel się skończył, trzeba go importować, więc polityka ostatnich dziesięcioleci zwracała się ku innym źródłom.

Stąd udział węgla w produkcji energii w Europie jest niski – w 2015 r. dostarczał jedynie 24% energii, gdy jeszcze w 1990 r. - 39%. To nieporównywalnie mniej niż w Chinach, Azji czy USA, nie mówiąc już o Australii. Na dodatek moce generacji węglowej bardzo szybko się kurczą, w 2017 r. w EU pracowało 157 gigawatów mocy, gdy jeszcze w 2010 r. - 190 GW.

Węgiel jest stabilnym i tanim surowcem energetycznym, dlatego zwracają się ku niemu tak gospodarki na najwyższym poziomie przemysłowym, jak i te szybko rozwijające się, jednak Europa prowadzi radykalną politykę anty-węglową. W efekcie ponad połowa górnictwa ma dzisiaj negatywne przepływy finansowe, gotówka wycieka, a na dopływ nowej założono blokady. Przy tak prowadzonej polityce niedługo wszystkie kopalnie będą ponosić straty. Kolejne państwa deklarują swoje odejście od węgla, zamykanie elektrowni - ostatnio Włochy – do 2025 r., wcześniej W. Brytania (2025), Finlandia (2030), Francja (2022), Holandia (2030) i Portugalia (2030). W efekcie 24% dzisiejszych mocy energetycznych ma być zamknięte do 2030 r.

Potężne koncerny, jak RWE czy E.ON wydzielają działalność węglową i opartą na nim energetykę w osobne spółki. To jakby oddzielanie „toksycznych” aktywów (jak „złe długi” banków) od tej dobrej, poprawnej – energii odnawialnej. A europejskie stowarzyszenie Eurelectric zobowiązało się do zaniechania inwestycji węglowych po 2020 r. Krok ten oprotestowały Polska i Grecja, jednak nowy przewodniczący tej organizacji, Francesco Starace z włoskiego Enel, ogłasza „śmierć węgla”. I rzeczywiście w Europie jest w budowie 6,9 GW mocy węglowych, z tego 4,5 GW w Polsce, a reszta to łącznie Niemcy, Czechy i Grecja. Patrząc na mapę – trudno się dziwić.

wydobycie węgla brunatnego (czerwone), kamiennego (niebieskie) i import (zielone). Grafika: Eurocoal

Deklaracje odejścia od węgla skazują konkurencyjny segment gospodarki na powolną śmierć, jednak trzeba zauważyć, że czynią je ci, którzy węgla nie maja i nie gra on znaczącej roli w ich miksie energetycznym – jedynie Holandia ma 35% udziału. Wielka Brytania praktycznie zrealizowała swój ideał, zamknięto ostatnią kopalnię, a moce na węgiel od 2010 skurczyły się o połowę. Jednak przechodząc na droższe źródła nie chcą mieć konkurencji, dlatego narzucają swoja politykę reszcie.

Nasz rząd walcząc o niskie ceny energii i miejsca pracy w krajowych przedsiębiorstwach, jest bardzo oporny na te europejskie trendy, za co spotyka go huraganowa krytyka zielonych lobbystów… ooops… przepraszam… anty-węglowych ekologicznych aktywistów, szermujących hasłami o „śmiertelnym smogu” czy „katastrofalnych zmianach klimatu”.

Jeśli nie chcemy dopuścić do realizacji tego planu, warto się rozejrzeć za sojusznikami. Jedynymi, którzy są władni pomóc, są o dziwo… Niemcy. Możemy wspólnie zadecydować o losach węgla, bowiem wytwarzamy połowę europejskiej energii pochodzącej z tego surowca. Nasi zachodni sąsiedzi są w dużo wygodniejszej sytuacji niż Polska, ponieważ fakt, że 40% ich prądu pochodzi z węgla przykrywają swoim aktywnym udziałem w promocji zielonej energii, w których ich przemysł jest bardzo zaawansowany. Jednak i takie podejście jest w tej chwili atakowane przez media i młodych ideowych ludzi, którzy urządzają cyrk na spotkaniach klimatycznych.

Wspólne zagrożenie może pomóc zbudować koalicję interesów, Unia w swojej polityce gospodarczej zmierza bowiem w kierunku przymusowego odcięcia krajów członkowskich(głównie z „nowej Europy”) od cennych zasobów energetycznych i zamknięcia energetyki węglowej. Bruksela mówi krajom posiadającym węgiel: „porzućcie go, to nie jest dobre źródło energii”. Te bronią się, przecież stracą miejsca pracy, a energię trzeba będzie importować (a jak nie energię to kosztowne urządzenia do jej produkcji). Ale Europa mówi: „nie martwcie się, wesprzemy was”, czyli realnie oferuje zasiłek za porzucenie swoich złóż, niewykorzystanie potencjału. Już powołano „Platform for Coal Regions in Transition”, będą więc pieniądze na zasiłki, czyli dotacje dla regionów pozbawionych swojego podstawowego źródła utrzymania. Zacznie się więc ożywiony ruch, budowa pływalni i reorientacja zawodowa górników. Zawsze przecież mogą konserwować importowane wiatraki i solary.

Tylko kto będzie wytwarzał dobra, którymi będziemy mogli konkurować we współczesnym świecie? Z których wartość dodana nie wycieknie za granicę, ale będzie budować dobrobyt naszego kraju?

fot. 123rf.com
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ