Partner serwisu
22 listopada 2017

Zdaniem Szczęśniaka: Węglowy renesans alla Turca

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Turcja znalazła się ostatnio na czarnej liście ekologów, gdyż dokonuje się w tym kraju przełom, młoda, prężna gospodarka robi zwrot w kierunku węgla. I to na dodatek krajowego. I co gorsze – brunatnego. Turcy pomimo globalnych nacisków, rozwijają i wydobycie i energetykę. Walka jest ciekawa, więc o tym słów kilka.

Zdaniem Szczęśniaka: Węglowy renesans alla Turca

Turcja od wielu lat doświadcza szybkiego rozwoju cywilizacyjnego, czego wskaźnikiem może być stopień urbanizacji. Jeżeli w 1950 r. co czwarty Turek mieszkał w mieście, to obecnie te proporcje się odwróciły – 75% to mieszkańcy miast, których liczba i wielkość gwałtownie się zwiększa (przypomnijmy – w Polsce to 61%i zmniejsza się). Rozwija się także gospodarka, przy bardzo szybkim tempie wzrostu PKB, rozkwita przemysł – pół wieku temu stanowił 18% gospodarki, a dzisiaj jest to 27 procent. Towarzyszy temu gwałtowny rozwój usług, w gdzie zatrudnionych jest 64% mieszkańców (w 1960 r – jedynie 26%).

Dynamika jest ogromna, a dodatkowo wsparta potężnym wzrostem ludnościowym. Pół wieku temu (1966) zarówno Polska jak i Turcja miały po 32 miliony mieszkańców, obecnie Polska ma 38, a Turcja 80 milionów ludności – ponad dwukrotnie więcej. Przy tak gwałtownie rozwijającej się gospodarce, rosnącej liczbie ludności, wzrasta też zużycie energii. Dzisiaj Turcja powoli zbliża się do Polski, zużywając 1,7 tony odpowiednika ropy naftowej na osobę, gdy Polska - 2,5 tony (2015).

Potencjał sektora energetycznego rozwija się bardzo szybko, w 2001 r. było jedynie 27 gigawatów mocy zainstalowanych, z czego 23% na węgiel brunatny i 2,3% na kamienny. Dzisiaj jest to 80,5 GW (3-krotnie więcej), i choć dominującym źródłem jest gaz, Turcja ma 17,3 GW (22%) mocy węglowych, z tego 9,4 GW pracuje na węglu krajowym, a 7,9 – na importowanym. A że węgiel brunatny jest najtańszym surowcem, więc te 22% mocy wytwarza 34% energii elektrycznej. Na miks energetyczny składają się jeszcze gaz ziemny (32%), hydroenergetyka (25%) i źródła wiatrowe (5,7%). Za mocami podąża zużycie, które rośnie najszybciej spośród krajów OECD – w 2000 roku było to 130 TWh, zaś w 2016 – już 280 TWh.

Renesans węgla rozpoczął się wraz z dojściem do władzy „populistów” Erdogana w 2002. Uważa on węgiel za podstawę rozwoju gospodarczego i społecznego. Górnicy dzięki niemu znajdowali pracę, a ubożsi mieszkańcy otrzymywali tanie paliwo do ogrzewania domów. Węgiel był częstym elementem kampanii wyborczych partii AKP, podobnie zresztą jak w kampanii Donalda Trumpa. Coś ci populiści lubią węgiel.

Początkowo rozwój energetyki oparty był na imporcie węgla, gdyż Turcja nie ma szczęścia być surowcową i energetyczną potęgą. To nie Polska, tam udział importowanej energii wynosi 78% (u nas zaledwie 30%). Ale później postawiono na rozwój własnych złóż. Jedyną możliwością był węgiel brunatny - to jedyne znaczące zasoby energetyczne tego kraju - w 2003 r. były to siódme pod względem wielkości zasoby na świecie. Zresztą zasoby to rzecz zmienna, gdy rozpoczynano program – w 2005 roku, udokumentowano 8,3 miliarda ton rezerw, po przeprowadzeniu programu rządowego, aż 15 miliardów ton. Jego jakość nie jest najwyższa, dlatego do użytku energetycznego trzeba go wzbogacać.

Wydobycie szybko rośnie - osiągnięto już poziom 60 milionów ton (tyle od lat wydobywa Polska), ale plany są ambitne – w tym roku ma być 80, a w następnym 100 milionów ton brunatnego złota. W końcu to się opłaca. Na import surowców energetycznych Turcja wydaje 55 miliardów dolarów rocznie, z tego 10 miliardów dolarów na import 40 milionów ton węgla.

Ankara ogłosiła rok 2012 „rokiem węgla” i przygotowała plany budowy 37 gigawatów mocy na węglu brunatnym. To największe inwestycje w krajach OECD, ustępujące w świecie jedynie Chinom, Indiom i Rosji. Turcja zastosowała cały arsenał środków, które posiada państwo. A więc: zwolnienia podatkowe dla inwestycji, zwolnienie z ceł, VAT-u, wsparcie przedsiębiorstw inwestujących w krajowe wydobycie, zarówno z budżetów regionalnych jak i z państwowych zasobów ziemi, tak dla rozwoju złóż jak i budowy mocy energetycznych.

W 2016 roku rozpoczęła się kolejna ofensywa, podjęto decyzję o rozbudowie krajowych kopalń. Przede wszystkim zapewniono stabilne warunki ich rozwoju (niezbędne przy inwestycjach na dziesięciolecia) wprowadzając minimalną cenę importową – 70 dolarów na tonę. Kto importował taniej – musiał dopłacić różnicę jako podatek, jeśli kupował drożej – podatku nie płacił.

Turcja opiera się na prywatnych przedsiębiorstwach, które wykupiły znaczące części sektora i inwestują w nowe moce (w 2002 r. w prywatnych rękach było 40% sektora, na koniec 2015 r. 79%). Państwo stosuje więc metody uwzględniające interesy prywatnych inwestorów, a co ważniejsze - zapewniające im stabilne warunki działania, dzisiaj na zachodzie praktykuje się to jedynie wobec energii odnawialnej.

W programie zastosowano wiele nowych narzędzi: specjalne finansowanie zagospodarowania złóż, państwowa spółka energetyczna EUAS wzięła na siebie sprawy własnościowe i środowiskowe. Przewidziano także 15-letnie kontrakty długoterminowe, gdzie państwowa spółka ogłasza przetargi na najniższą cenę energii, a proponujący najniższą cenę otrzymuje kontrakt długoterminowy. W Turcji jest centralny operator obrotu TETAS, kupujący prąd od producentów i sprzedający go dystrybutorom, przedstawia również gwarancje zakupowe, umożliwiające kredytowanie takich projektów. W lutym tego roku przetarg wygrało joint-venture trzech tureckich firm, które zaoferowały cenę 60,4/MWh.

Turcja nie ma oczywiście mocarstwowych planów w węglu, to nie Polska, która ma 85% rezerw węgla kamiennego w Unii Europejskiej. Zamiary tureckiego rządu są znacznie skromniejsze, ale i one wywołały szalone oburzenie międzynarodowe. O czym za tydzień…

fot. 123rf.com
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ