Partner serwisu
26 października 2017

Zdaniem Szczęśniaka: Chemia nie chce płacić za gazową niepodległość

Kategoria: Zdaniem Szczęśniaka

Trzy lata temu opisałem, na czym polega litewski model dywersyfikacji gazowej. Oparcie się na dostawach LNG poprzez pływający terminal regazyfikacyjny (FSRU) w Kłajpedzie i zakupy gazu z Norwegii wymagały wprowadzenia systemu, który umożliwiałby sprzedaż znacznie droższego gazu. Formalnie usługa regazyfikacji jest darmowa, ale jak wiadomo „nie ma darmowych obiadów”. Jej koszty (kapitałowe i operacyjne) zostały przerzucone na wszystkich odbiorców gazu poprzez włączenie do taryfy przesyłowej. Jednak to nie wystarcza, by pokryć koszty droższego gazu, więc większych odbiorców zobowiązano do zakupu 25 procent gazu z terminala LNG.

Zdaniem Szczęśniaka: Chemia nie chce płacić za gazową niepodległość

Jednak na Litwie jest także wielka chemia. Spółka Achema – największy w krajach bałtyckich producent nawozów azotowych. Przez ten nowy system została ona zmuszona do płacenia na początek 33 milionów Euro na budowę infrastruktury LNG. Jednak zakłady chemiczne w Jonawie początkowo nie pobierały w ogóle gazu z terminalu (zużywając ponad miliard metrów gazu rocznie, początkowo była zabezpieczona przez długoterminowy kontrakt bezpośrednio z Gazpromem), a zostały obciążone prawie połową jego kosztów. Achema była szczególnie obciążona kosztami. Gdy od 2013 do 2017 roku całkowite opłaty odbiorców za terminal LNG wyniosły 187 milionów euro (800 milionów złotych), to Achema zapłaciła z tego 73 miliony euro (ponad 300 milionów złotych). To prawie 40 procent ogólnonarodowej zrzutki na terminal.

W 2016 roku wprowadzono jednak na Litwie coś naprawdę godnego uwagi - inny rodzaj opłaty, pokrywający nie tylko koszty regazyfikacji, ale także różnice w cenie zakupu i sprzedaży gazu przez państwową spółkę LITGAS. Czyli państwowa spółka może kupować drożej, sprzedać po niższej cenie, dzięki temu może konkurować z innymi dostawcami, a jej straty pokrywają odbiorcy gazu niezależnie od tego, czy kupują czy nie kupują nic od LITGAS. A ta nie ponosi żadnego ryzyka, bo straty są pokrywane przez użytkowników gazu. Jest to rzeczywiście nowatorskie podejście do reguł rynku, które wywołało w Achemie wolę walki o swoje zagrożone interesy.

Achema dochodziła sprawiedliwości - w 2015 r. przegrała sprawę w sądach litewskich (łącznie z Trybunałem Konstytucyjnym), które uznały dywersyfikację za „dobro publiczne” i obciążenie przedsiębiorstw opłatami za nie - uznały za zgodne z prawem. W czasie sporu sądowego Achema nie uiszczała opłat na budowę terminalu, więc dodatkowo była zadłużona u litewskiego operatora LNG – Klaipedos Nafta, który jest beneficjentem opłat na budowę terminala.

Wcześniej, w listopadzie 2013 r. Komisja Europejska uznała, ze nie ma tym mechanizmie nic niezgodnego z unijnymi przepisami. Tę decyzję Achema zaskarżyła do Trybunału Europejskiego, argumentując, że gdy Achema chciała sama wybudować terminal, nie pozwolono jej a to, a wielkość terminalu jest znacząco za duża na potrzeby Litwy (przepustowość 4 miliardy m3, gdy potrzeby Litwy to mniej niż 2 mld). i spodziewa się w najbliższych miesiącach rozstrzygnięcia.

Zadziwiające, jak pokrętnymi drogami chodzi europejska sprawiedliwość, gdy za subsydiowanie węgla trzeba zamykać kopalnie, a gdy państwo zmusza użytkowników do zrzucania się na „dywersyfikację”, dopłacając wprost do jednego dostawcy, by mógł sprzedawać po „konkurencyjnej cenie” - uważa to za rynkowe i nie niszczące konkurencji rozwiązanie. Podwójne brukselskie standardy aż biją po oczach. No ale cóż, po sposobie dofinansowywania  energii odnawialnej z rachunków odbiorców trudno jest już czemuś zadziwić. Jak ostatnio powiedział Jean-Claude Juncker do całego Parlamentu Europejskiego: „Powiem to raz, ale do wszystkich: nie jesteśmy naiwnymi wolnorynkowcami”.

Orzeczenie Trybunału będzie ważne dla Polski, gdyż formalnie nie ma u nas takiego mechanizmu, wszystkie koszty na siebie bierze PGNiG. Jednak przy zwiększających się od przyszłego roku ilościach katarskiego gazu, oczekiwanej rozbudowie gazoportu i zawarciu kontraktu amerykańskiego konieczne będzie zdjęcie z Polskiego Górnictwa i Gazownictwa Naftowego tego ciężaru, gdyż przy otwarciu rynku, które nieuchronnie nastąpi, te ciężary mogą go przewrócić. Aby to się nie stało trzeba albo odgrodzić się od europejskiego rynku (a widzimy takie próby) lub przeprowadzić operację pod nazwą „socjalizacja kosztów”. Niech płacą wszyscy. Ale jak widać na Litwie dotknęło to także chemii.

fot. 123rf.com
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ